7.00 - dźwięk budzika, wstaję, budzę starszych chłopców, schodzę na dół zrobić śniadanie i tonę kanapek dla moich nastolatków i męża, pół godziny później, gdy dzieci wyjeżdżają na rowerach do szkoły( cudny październik, który jeszcze wciąż na to pozwala :), wypijamy z mężem niespiesznie kawę, to taki nasz czas we dwoje, jedyny w ciągu dnia...
Potem buziak na do widzenia i wracam do salonu, gdzie promienie październikowego słońca tańczą na podłodze, pięknie rozświetlając nasze ukochane kąty i myślę: jest dobrze :) Jest dobrze, choć ten rok nie był lekki dla naszej rodziny, jest dobrze, bo wciąż jesteśmy razem, bo, pomimo nieutulonej tęsknoty w sercu za malutkim Antosiem, nadal mam mnóstwo powodów, by rano witać dzień z uśmiechem i radośnie go kończyć....
Niespiesznie ogarniam wzrokiem zabawki rozrzucone wczoraj przez synka, podnoszę z podłogi klocki (a i tak na każdym zdjęciu gdzieś się jeszcze wyłaniają :), czując ciepłe promyki słońca łaskoczące mnie po stopach... Ten cudny rok pozwala na to od prawie 7 miesięcy, nie pamiętam w moim ponad 40 letnim życiu, aby tak długo trwało lato...
Idę do naszej niewielkiej kuchni, (ech, ile to razy denerwował mnie jej metraż, ciasnota i niemożność zmieszczenia się w niej swobodnie z drugą osobą ), wkładam kubki po kawie i talerze po śniadaniu do zmywarki i myślę: kocham to miejsce pomimo wszystkich mankamentów, bo jest nasze, bo tu właśnie przygotowuję smakołyki dla moich 4 panów, bo stąd rankiem roznosi się na cały dom cudowny i niesamowity zapach świeżo parzonej kawy, i wreszcie, bo tutaj tworzy się niepowtarzalna i jedyna historia, historia naszej rodziny...
Myślę: kobieto, zobacz, jak dużo masz, jak wielkimi skarbami zostałaś obdarowana: oddany i kochający mąż, zdrowe dzieci, dom z ogródkiem....To bardzo, bardzo wiele, więcej niż mogłabym marzyć kiedykolwiek... Niby takie zwykłe życie, proste, czasami nużące wciąż tymi samymi obowiązkami, a tak cudowne i niesamowite, dające całkowite spełnienie....
Czas biegnie szybko, z każdym rokiem życia szybciej, uczę się więc czerpać z niego, co najlepsze i wykorzystać na to, co w życiu najważniejsze.... trzymajcie kciuki, aby się udało :)
Pozdrawiam Was serdecznie ciepłymi promykami jesiennego słońca,
Ewa
niedziela, 14 października 2018
piątek, 5 października 2018
Pokój 14-latka
Witajcie,
Ten post miał być opublikowany już pod koniec sierpnia, przed rozpoczęciem roku szkolnego, ale jakoś tak mi zeszło.... Czy Wam też dni lecą jak szalone? U mnie z prędkością światła, albo i szybciej...
Ale do meritum :)
Mój najstarszy syn to już ósmoklasista, wciąż nie mogę w to uwierzyć.... Przed nami ciężki rok przygotowania do egzaminów i wyboru szkoły, chyba boję się bardziej, niż przed laty, gdy to ja sama wybierałam szkołę i zdawałam egzaminy, też tak macie?:)
W każdym razie na obecną chwilę postaraliśmy się z mężem, aby nauka odbywała się w miłych okolicznościach przyrody...:) Czyli zrobiliśmy niewielki remont pokoju pierworodnego. Odbył się on w czasie, gdy właściciel przebywał na wakacjach i trochę obawiałam się o jego reakcję, bo, pomimo, że biurko i łóżko wybrał sam, pozostałe meble już gościły w jego pokoju, a tapetę zaakceptował, to jednak ukończona całość to zupełnie insza inszość....
Powiem tylko tyle, że pokój spodobał się bardzo, dość powiedzieć, że syn po powrocie siedział na łóżku przez 15 min i w niemym zachwycie podziwiał dzieło rodziców :) No dobrze, może trochę przesadziłam z tym zachwytem, ale był bardzo zadowolony :)
Regały i szafy przyjechały z nami z poprzedniego mieszkania, wymieniliśmy łóżko, syn dostał nowe, duże biurko, doszedł dywan, plakaty i stolik przy łóżku.
I jak Wam się podoba? :)
Pozdrawiam ciepło i biegnę do pracowni, pomału zaczynam świąteczną produkcję...:)
Ewa
Na zdjęciach:
łóżko, szafy, regał, biurko - ikea
stolik: biedronka
dywan: jysk
tapeta: obi
Ten post miał być opublikowany już pod koniec sierpnia, przed rozpoczęciem roku szkolnego, ale jakoś tak mi zeszło.... Czy Wam też dni lecą jak szalone? U mnie z prędkością światła, albo i szybciej...
Ale do meritum :)
Mój najstarszy syn to już ósmoklasista, wciąż nie mogę w to uwierzyć.... Przed nami ciężki rok przygotowania do egzaminów i wyboru szkoły, chyba boję się bardziej, niż przed laty, gdy to ja sama wybierałam szkołę i zdawałam egzaminy, też tak macie?:)
W każdym razie na obecną chwilę postaraliśmy się z mężem, aby nauka odbywała się w miłych okolicznościach przyrody...:) Czyli zrobiliśmy niewielki remont pokoju pierworodnego. Odbył się on w czasie, gdy właściciel przebywał na wakacjach i trochę obawiałam się o jego reakcję, bo, pomimo, że biurko i łóżko wybrał sam, pozostałe meble już gościły w jego pokoju, a tapetę zaakceptował, to jednak ukończona całość to zupełnie insza inszość....
Powiem tylko tyle, że pokój spodobał się bardzo, dość powiedzieć, że syn po powrocie siedział na łóżku przez 15 min i w niemym zachwycie podziwiał dzieło rodziców :) No dobrze, może trochę przesadziłam z tym zachwytem, ale był bardzo zadowolony :)
Regały i szafy przyjechały z nami z poprzedniego mieszkania, wymieniliśmy łóżko, syn dostał nowe, duże biurko, doszedł dywan, plakaty i stolik przy łóżku.
I jak Wam się podoba? :)
Pozdrawiam ciepło i biegnę do pracowni, pomału zaczynam świąteczną produkcję...:)
Ewa
Na zdjęciach:
łóżko, szafy, regał, biurko - ikea
stolik: biedronka
dywan: jysk
tapeta: obi
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
Wiatrołap
Witajcie,
Wiem, że następny post miał być relacją z pracowni, ale w międzyczasie udało nam się wykończyć, a właściwie zrobić od podstaw wiatrołap, który, od momentu, gdy tu zamieszkaliśmy, wyglądał tak jak na poniższym zdjęciu, czyli został tylko pomalowany, a na podłodze położyliśmy szare płytki.
I tak to trwało przez 3 lata, w międzyczasie na ścianie zawisła tylko półka na kurtki i wstawiliśmy szafkę na buty...
Oczywiście
drażniło mnie to bardzo, bo jak wiadomo, wiatrołap jest wizytówką
domu, pierwszym miejscem, które widać po przekroczeniu progu....ba, nawet nie trzeba go przekraczać :) A ja dodatkowo już od początku miałam jego wizję, wiedziałam, że ściany
wyłożymy boazerią, zrobimy półkę i przytulny kącik do siedzenia.... niezbyt wybujałe były te plany, jak pewnie zauważyliście, ale wymusił je metraż miejsca, wiatrołap ma zaledwie 2,60 m, więc szafa
odpadała zupełnie, ale miejsce na odzież wierzchnią, buty, czapki itp,
musiało się znaleźć:)
Chciałam też bardzo, aby było tam jasno i przytulnie i oczywiscie aby wiatrołap korespondował z resztą domu i był jego interesującą zapowiedzią :)
Czy mi się to udało, ocenicie sami oglądając kolejne zdjęcia z metamorfozy :)
Zaczynamy więc, tak wiatrołap wyglądał w trakcie prac, Mąż podocinał deski i przykleił je klejem montażowym do ściany, wcześniej ją gruntując.
Boazeria jest docięta na 1,45 m, jedynie w miejscu, gdzie znajduje się wieszak na ubrania, położyliśmy ja do samej góry. Zrobilismy również drewnianą opaskę wokół drzwi wejściowych, taką niby futrynę :) Powyżej boazerii przykleiliśmy tapetę w delikatne biało-niebieskie paseczki.A tak wygląda to teraz:
Boazeria pomalowana dwukrotnie na biało, półka na ubrania, wykonana oczywiście przez mojego Męża z resztek sztachet, jakie nam zostały po poprzednich realizacjach, zabejcowana na kolor dębu, dołem biała, uzupełniona wieszakami z ikei :)
Drażnią mnie jeszcze trochę te drzwiczki nad boazerią, mam ochotę je pomalować, tylko nie mogę się zdecydować, na jaki kolor...
Szafka na buty i wisząca szafeczka na klucze, latarkę i inne podręczne, bardzo potrzebne, męskie przydasie, które muszą tu być, a niekoniecznie chciałam je widzieć na wierzchu, czego moi panowie jakoś nie mogli zrozumieć... :)
Tutaj widać jeszcze dodatkowy drążek z haczykami, bardzo pomocnymi przy większej ilości osób, można na nim powiesić również tradycyjne wieszaki na ubrania.
I tak to wygląda, jest jeszcze druga ściana, na której musimy powiesić lustro i wtedy ją pokażę :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i do następnego posta:)
Ewa
Użyte materiały:
Tapeta: LM
Farba do boazerii: biała akrylowa z połyskiem luxens: LM
Haczyki i wieszaki, szafka na buty, ławka: ikea
Płytki podłogowe: praktiker
czwartek, 2 sierpnia 2018
Letnie kadry kuchenno - ogrodowe, czyli jak spędzamy wakacje
Witajcie,
Tym razem kolejny post w tempie ekspresowym, ale mam chwilę czasu i trochę zalegających zdjęć :)
Nie będzie to więc jeszcze pracownia, ale i na nią przyjdzie czas :)
Nasze wakacje w tym roku spędzamy głównie w domu, a ja muszę przyznać, że ta forma w zupełności mi odpowiada, nie potrzebuję więcej, jak mój ogródek, dom i rodzina obok, no może jeszcze trochę słońca:) Ale akurat na jego brak w tym roku nie możemy narzekać :)
W marcu minęły 3 lata jak tu mieszkamy, przez ten czas ogród pięknie się rozrósł, nie sądziłam nawet, że stanie się to tak szybko :)
Również warzywniak hojnie nas w tym roku obdarza swoimi skarbami, słoneczniki i pomidory nasiały się same, korzystamy z nich już w pełni, wcześniej były maliny, porzeczki, pierwsze wiśnie, agrest, a także śliwki.... Wspaniale jest mieć taki swój kawałek raju, polecam wszystkim :)
Tak jak pisałam, w domu nastąpiło wiele zmian, miedzy innymi położyliśmy śliczną tapetę w błękitną kratkę w hallu, uwielbiam ją, pięknie rozświetliła to miejsce, dodała charakteru i przytulności, jednocześnie nie dominując wnętrza.
Kocham też robić letnie bukiety, łącząc szlachetne kwiaty z polnymi, jak te róże z krwawnikiem:)
A tu wspomniana już renkloda, owocowała pierwszy raz, prawda, że pięknie ? :)
I nasze słoneczniki:
A tu letnia odsłona kuchni i hallu z nową tapetą:
Nigdy nie sądziłam, że w moich wnętrzach pojawi się kolor żółty, a tymczasem coraz bardziej się z nim zaprzyjaźniam :)
Pozdrawiam Was gorąco i do następnego razu :)
Ewa
Tym razem kolejny post w tempie ekspresowym, ale mam chwilę czasu i trochę zalegających zdjęć :)
Nie będzie to więc jeszcze pracownia, ale i na nią przyjdzie czas :)
Nasze wakacje w tym roku spędzamy głównie w domu, a ja muszę przyznać, że ta forma w zupełności mi odpowiada, nie potrzebuję więcej, jak mój ogródek, dom i rodzina obok, no może jeszcze trochę słońca:) Ale akurat na jego brak w tym roku nie możemy narzekać :)
W marcu minęły 3 lata jak tu mieszkamy, przez ten czas ogród pięknie się rozrósł, nie sądziłam nawet, że stanie się to tak szybko :)
Również warzywniak hojnie nas w tym roku obdarza swoimi skarbami, słoneczniki i pomidory nasiały się same, korzystamy z nich już w pełni, wcześniej były maliny, porzeczki, pierwsze wiśnie, agrest, a także śliwki.... Wspaniale jest mieć taki swój kawałek raju, polecam wszystkim :)
Tak jak pisałam, w domu nastąpiło wiele zmian, miedzy innymi położyliśmy śliczną tapetę w błękitną kratkę w hallu, uwielbiam ją, pięknie rozświetliła to miejsce, dodała charakteru i przytulności, jednocześnie nie dominując wnętrza.
Kocham też robić letnie bukiety, łącząc szlachetne kwiaty z polnymi, jak te róże z krwawnikiem:)
A tu wspomniana już renkloda, owocowała pierwszy raz, prawda, że pięknie ? :)
I nasze słoneczniki:
A tu letnia odsłona kuchni i hallu z nową tapetą:
Nigdy nie sądziłam, że w moich wnętrzach pojawi się kolor żółty, a tymczasem coraz bardziej się z nim zaprzyjaźniam :)
Pozdrawiam Was gorąco i do następnego razu :)
Ewa
Subskrybuj:
Posty (Atom)